sobota, 22 września 2012

Kilka rad w drodze na Oxford St.


Wczoraj był ciężki dzień, oj tak. Plan wycieczki na Oxford Streat miał wejść w życie.
Opóźnienia zaczęły się jeszcze przed wyjściem (ktoś zapomniał naładować telefon). No ale w końcu idę na przystanek. I tu moja pierwsza rada: [jeśli przechodzisz przez ulicę w Polsce spójrz w lewo, w prawo, w lewo. Jeśli przechodzisz w Angli spójrz najpierw w dół, ulica Ci powie np: 'look right', to wiele ułatwia.], Na przystankach są tablice z mapami okolicy, pod mapą jest alfabetyczny spis miejsc do których możesz stąd dojechać, bardzo pomocne, ale wymaga rady nr dwa: [jeśli chcesz jechać na Barnet St, autobus jadący do Barnet nie jest właściwy] ulice w różnych częściach miasta nazywają się podobnie ulica świętego Jerzeego, jest gdzie indziej niż jego Plac tak samo Square i kościół św. Jerzego. Tak więc zamiast w centrum miasta wylądowałam jeszcze bardziej na północy i zamiast być 7 mil od Centrum byłam 13. Jako dalszy środek transportu polecono mi metro.. Całe to mero to jakaś straszna ściema bo:
-zapłaciłam za niego jak za dwie pary butów w Primarku
-przez dłuższą chwile wcale nie jechał pod ziemią
-dłużej sie idzie pod ziemia żeby wyjść (zmienić linię) niż się jedzie
ale mają fajne długie, długie schody.
W każdym razie dzięki niemu udało mi się dotrzeć na Oxford St. Tyle że była już 13. Zdążyłam wejść tylko do Primarka i Stabucks'a (o ja materialna istota), British Museum mi przecież nie ucieknie. O Primarku nie będę pisać, bo Ci co byli wiedzą, a Ci którzy nie byli już chyba słyszeli. Mam za to czwartą radę: [chcesz kupić tanie ciuchy, ucz się języka, dziecinko].

A, i odblokowałam komentarze, zapraszam do dołożenia swoich 3 pensów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz